header
 

W szponach filmowego nałogu

W szponach filmowego nałoguGdyby tylko rodzice nie kupili w Indonezji biało-czarnego telewizora, być może nigdy (dwukrotnie) nie kupiłbym w Rosji, i nie wyrzucił potem, setek płyt DVD.

 

Dorastaliśmy z siostrą bez telewizora. Kiedy skończyłem jedenaście lat, filipińska rodzina misjonarzy z Universitas Klabat, gdzie wykładali nasi rodzice, postanowiła sprzedać swój stary odbiornik. Gdy dowiedzieliśmy się, że rodzice zastanawiają się nad jego kupnem, ogarnęło nas podniecenie.

 

Niestety, co miesiąc trzeba było płacić państwu pięć dolarów abonamentu telewizyjnego, co dla skromnej misjonarskiej rodziny stanowiło niemały wydatek. Poza tym telewizja publiczna oferowała tylko jeden kanał, emitujący programy w godz. 17.00–1.30; jeśli dopisało nam szczęście, trafiały się dwie audycje po angielsku dziennie. Własny telewizor oznaczał jednak, że nie musieliśmy już co niedziela biegać do sąsiadów na Domek na prerii.

 

Telewizor podbił moje serce. Jak tylko zorientowałem się, że oprócz Domku na prerii są też inne ciekawe rzeczy, zacząłem przesiadywać do późna w nocy, racząc się amerykańskimi filmami akcji. Oglądałem je nawet do 12.30, pory uznanej przez indonezyjską telewizję publiczną za odpowiednią na „dorosłe” treści. Nieraz po obejrzeniu filmów nie mogłem zasnąć, przeżywając śmierć zabitych bohaterów. Odwaga filmowych postaci wprawiała mnie w zdumienie. Nie mogłem się nadziwić, że udawało im się wyjść cało z tak wielu ciężkich opresji. Byłem przekonany, że telewizja pokazuje autentyczne życie.

 

Kiedy skończyłem piętnaście lat i przeprowadziłem się z rodzicami do USA, wiedziałem już, że wiele telewizyjnych filmów to tak naprawdę jedynie gra. Ale i tak rozrywka ta sprawiała mi przyjemność. Wypożyczałem masę filmów, próbując nadgonić to, co przegapiłem, wychowując się za granicą. Zacząłem zbierać filmy, i to do tego stopnia, że przenosząc się po studiach do Moskwy, gdzie miałem podjąć pracę dziennikarza, zabrałem z sobą ich kolekcję. Gdy ojciec odwoził mnie na lotnisko, zapłacił sporo za nadbagaż z powodu mnóstwa kaset VHS, które poupychałem w walizkach.

 

Inne spojrzenie

 

Oglądania filmów wideo, a później DVD pomagało mi zrelaksować się po pracy. Było tak przez osiem lat. Potem zacząłem szukać Boga i któregoś razu podczas porannego rozważania biblijnego przeczytałem historię potopu. Zawsze myślałem, że Bóg zniszczył świat dlatego, że ludzie byli źli, ale Księga Rodzaju opisuje powód dokładniej: „Zepsuł się świat przed Bogiem i ziemia napełniła się zbrodnią. (…). Powiedział Bóg do Noacha [Noego]: Koniec wszelkiego stworzenia przyszedł przede Mnie, bo ziemia napełniła się zbrodnią przez nich” (Rdz 6,11-13; Tora Pardes Lauder).

 

Przeczytałem tekst ponownie. Słowa zdumiały mnie. Bóg zniszczył ziemię, gdyż ludzie skorzy byli do gwałtu i przemocy. Ziemia stała się jednym wielkim filmem akcji.

 

Myślami powędrowałem do setek moich filmów DVD zalegających półki w moim mieszkaniu. Jeśli przemoc sprawiła, że Bóg zniszczył świat, to jakie musi mieć on zdanie na temat mojej kolekcji DVD? Podszedłem do półek i zacząłem wykładać filmy akcji na podłogę.

 

Przebierając płyty, znalazłem filmy, które nie były nasycone przemocą, ale za to seksem. „Niech myśli wasze zwracają się ku temu wszystkiemu, co prawdziwe, godne, sprawiedliwe, czyste, miłe” (Flp 4,8; Biblia poznańska). Bach! bach! bach! Na podłodze lądowały kolejne płyty przeznaczone na przemiał. Spojrzałem z powrotem na półki: nie została nawet połowa filmoteki.

 

Emocjonalnie wycieńczony, siadłem na wersalce, aby się odprężyć przy serii popularnych amerykańskich sitcomów. Komedia będzie nieszkodliwa, pomyślałem. Myliłem się. Główni bohaterowie bez przerwy nadaremnie wzywali imię Boże. Skrzywiłem się z niesmakiem.

 

Po obejrzeniu filmu odrzuty zapakowałem w reklamówki i schowałem do szafy. Mój umysł pracował na najwyższych obrotach, a nie chciałem podejmować pochopnych decyzji.

 

Telewizyjny sitcom nie dawał mi spokoju całymi tygodniami. Dalej go oglądałem, ale czułem się coraz bardziej nieswojo, słysząc, jak aktorzy szastają Bożym imieniem. Ba, ku uciesze widzów w studiu Boże imię było charakterystycznym powiedzonkiem jednej z bohaterek, którego używała, ilekroć ją coś zaskakiwało. Mnie do śmiechu nie było.

 

Decyzja

 

W końcu postanowiłem pozbyć się „najgorszych z najgorszych” – filmów z reklamówek. Tylko co z nimi zrobić? Sprzedać? Rozdać?

 

Aby znaleźć odpowiedź, usiłowałem z całą szczerością posłużyć się logiką. Gdybym był kokainistą po detoksie, rozumowałem, nie sprzedałbym ani nie rozdał towaru, który mi został. Gdybym był wychodzącym na prostą alkoholikiem, nie sprzedałbym ani nie rozdał nieotwartych flaszek. Gdybym był walczącym z nałogiem człowiekiem uzależnionym od pornografii, nie sprzedałbym ani nie rozdał świerszczyków.

 

Mogłem zrobić tylko jedno. Wyciągnąłem przystosowane do użytku przemysłowego nożyce i zacząłem ciąć lśniące srebrne krążki. Robiłem to długo i z bólem serca. Niektóre filmy wiązały się z miłymi wspomnieniami. Kosztowały masę pieniędzy. Pomyślałem gorzko, że energia poświęcona ich pocięciu okaże się dobrym zabezpieczeniem przed ich ponownym kupnem. Postanowiłem zaostrzyć kryteria wyboru filmów.

 

Pokusa wraca

 

Minęły dwa lata. Pewnego razu odwiedził mnie kolega. Wrzuciliśmy do odtwarzacza film akcji, który z sobą przyniósł. Byłem w szoku: film, kiedyś mój ulubiony, nie wydał mi się tak brutalny jak wtedy, kiedy ostatnio go oglądałem. Próbowałem sobie przypomnieć, czemu mi się kiedyś podobał. Tego samego dnia pomodliłem się do Boga o ponowne uwrażliwienie mnie na nikczemność gwałtu i przemocy. Kilka tygodni później w sobotę wspomniałem o tym zdarzeniu w kazaniu poświęconym grzechowi kłamstwa. („Czy wiecie, że co roku wręcza się nagrody największym kłamcom świata? Ta ceremonia to Oscary”).

 

Apostoł Paweł miał jednak rację, pisząc: „Niech (…) ten, komu się zdaje, że stoi, baczy, aby nie upadł” (1 Kor 10,12; Biblia Tysiąclecia). Pamiętacie masę płyt z filmami stojącymi w szeregu na moich półkach? Grzech nie słabnie, gdy pokrywa się kurzem. Któregoś razu znajomy znalazł je i zaczął oglądać, zachęcając, żebym się do niego przyłączył. Kiedy oglądaliśmy kolejne filmy, zacząłem wspominać stare, które kiedyś uwielbiałem. Żałowałem, że nie mam kilku z nich, aby je z nim obejrzeć. Po kilku tygodniach wewnętrznej walki kupiłem film akcji. Potem następny. W ciągu sześciu tygodni moja kolekcja filmów powiększyła się o kilkaset sztuk.

 

Abraham i jego żona Sara bez wahania pozostawili łatwe życie w Ur, po tym jak Bóg rzekł: „Opuść ziemię swoją i rodzinę swoją, a idź do ziemi, którą ci wskażę” (Dz 7,3; Biblia Tysiąclecia). Mało tego, „gdyby zaś tę [ojczyznę] wspominali, z której wyszli, znaleźliby sposobność powrotu do niej” (Hbr 11,15; Biblia Tysiąclecia).

 

Pomyślałem o ojczyźnie, z której ja wyszedłem... i do której wróciłem.

 

Po sześciu tygodniach czułem się wyczerpany późnymi wieczorami wypełnionymi filmami, adrenaliną i śmiechem. Podczas porannego rozważania biblijnego spojrzałem na siebie w świetle Pisma Świętego. Poczułem wstręt do tego, co zobaczyłem. A zobaczyłem psa, który powrócił do tego, co sam zwymiotował, i świnię umytą, która powróciła do kałuży błota (zob. 2 P 2,22; Biblia Tysiąclecia).

 

Co gorsza, Bóg powierzył mi pieniądze i czas, a ja haniebnie je wykorzystałem. Zastanawiałem się, jak w ogóle mogę próbować zrozumieć śmierć Jezusa na krzyżu umysłem otępiałym brutalnymi filmami.

 

Apostoł Paweł nie miał żadnych skrupułów, potępiając wulgaryzmy, dwuznaczny język i głupie żarty, tak powszechne w kinie i telewizji: „A nierząd, wszelka nieczystość czy chciwość niechaj nie będą nawet wspominane wśród was, bo tak przystoi świętym. Podobnie bezwstyd, niedorzeczne gadanie i nieprzyzwoite żarty nie przystoją wam. Oddajcie się raczej modlitwie dziękczynnej. Trzeba wam o tym wiedzieć, że żaden rozpustnik lub bezwstydnik, żaden chciwiec, który jest bałwochwalcą, nie ma dziedzictwa w królestwie Chrystusa i Boga” (Ef 5,3-5; Biblia poznańska).

 

Moje zbawienie zawisło na tym, co sączyło się do mojej głowy ze szklanego ekranu.

 

Bóg znowu idzie w sukurs

 

Modliłem się do Jezusa o przebaczenie. Ze wstydem wywaliłem wszystkie filmy akcji do śmietnika. Już po raz drugi.

 

Tydzień później postanowiłem spisać to doświadczenie. Po kilku wersjach na brudno zdałem sobie sprawę, że historii brakuje zakończenia. Wciąż miałem setki filmów DVD zalegających półki – tytułów, które uznałem wcześniej za nieszkodliwe. Zacząłem je przebierać. Które mogę zatrzymać?, modliłem się w szczerości serca do Boga o mądrość.

 

W końcu filmy warte zatrzymania ułożyłem w trzy kupki: chrześcijańskie, edukacyjne i pożyczone. Nietrudno było ustalić, które płyty pasują do tych kategorii. Reszta trafiła do reklamówek.

 

Wrzucając reklamówki do zsypu na śmieci na klatce schodowej, zrobiłem sobie przerwę. Emocjonalnie wypompowany, pomodliłem się o pewność, że właściwie postępuję, pozbywając się nawet rodzinnych filmów, które oglądaliśmy razem z siostrą jako dzieci misjonarzy. Poczułem silny impuls otworzenia Biblii. Ale na jakim wersecie? Coś mi mówiło, żebym podjął lekturę tam, gdzie skończyłem czytać rano. Czyli na 10 rozdziale Ewangelii św. Marka.

 

Pierwszych kilka wersetów nie wydawało się obiecujących: mówiły o faryzeuszach wypytujących Jezusa na temat legalności rozwodu. Po chwili doszedłem do historii o bogatym młodzieńcu i impulsywnych słów apostoła Piotra, które skierował do Jezusa: „Oto my opuściliśmy wszystko i poszliśmy za Tobą” (w. 28; Biblia Tysiąclecia).

 

Kiedy czytałem odpowiedź Chrystusa, ścisnęło mnie w gardle: „Zaprawdę, powiadam wam: Nikt nie opuszcza domu, braci, sióstr, matki, ojca, dzieci i pól z powodu Mnie i z powodu Ewangelii, żeby nie otrzymał stokroć więcej teraz, w tym czasie, domów, braci, sióstr, matek, dzieci i pól, wśród prześladowań, a życia wiecznego w czasie przyszłym” (ww. 29-30; Biblia Tysiąclecia).

 

Niedługo potem do zsypu trafiła reszta moich filmów DVD, a także konsola Wii i gry wideo.

 

Bóg ponownie spogląda na ziemię, mówiąc: „Koniec wszelkiego stworzenia przyjdzie przede Mnie, bo ziemia napełniła się zbrodnią przez nich”. Bóg wzywa ciebie i mnie, Drogi Czytelniku, do opuszczenia tego pełnego przemocy świata bez oglądania się za siebie. Powinniśmy tęsknić za lepszym, niebiańskim światem, gdzie nie będzie już śmierci, ani żałoby, ni krzyku, ni trudu. Tego nie przebije nigdy żaden film.

 

© Andrew McChesney/Adventist Review
Tłum. Paweł Jarosław Kamiński

 

Andrew McChesney jest mieszkającym w Rosji dziennikarzem.
Przewiń w górę^
Archiwum newsów

Zobacz wiadomości z:

2013 (20)
marca (1)
lutego (14)
stycznia (5)
2012 (115)
2011 (112)
2010 (102)
2009 (23)
2008 (3)
2007 (7)
Nowości video

Szkoła Sobotnia Hope Channel - Lekcja VIII

Nowości audio

JavaScript is disabled!
To display this content, you need a JavaScript capable browser.
Zapraszamy do wysłuchania audycji nt. działalności Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego w Belize i na Jamajce. (09:30) Zapraszamy do wysłuchania audycji nt. Michała Beliny-Czechowskiego, pioniera Adwentyzmu w Europie. (09.14)Zapraszamy do wysłuchania uroczystości ordynacji pastorskiej z Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego w Warszawie. (58:01)Zapraszamy do wysłuchania radiowego nabożeństwa Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego w Chełmnie. (57:47)
Zapraszamy do wysłuchania radiowego nabożeństwa Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego w Giżycku na Mazurach. (58:01)

 


Partnerzy medialni