header
 

Nauka z Facebooka

Nauka z FacebookaPewnego późnego wieczora podczas przerwy świątecznej między Bożym Narodzeniem a Nowym Rokiem założyłam sobie konto na Facebooku.

 

Ponieważ ostatnie dni 2008 r. ulatywały z wolna do przeszłości, uznałam to za znakomitą porę, aby przyłączyć się do grona użytkowników tego portalu. Wpisałam swoje dane osobowe, podałam adres mejlowy, wybrałam zdjęcie do profilu i wysłałam zaproszenia dwóm znajomym. Strasznie się ucieszyłam, że je odnalazłam, po tym jak wiele lat wcześniej kontakt między nami się urwał; inne poszukiwania zakończyły się fiaskiem. Dwadzieścia minut później, zaskoczona, odkryłam, że moimi znajomymi na Facebooku chciała być nie tylko ta dwójka, ale i dwadzieścia cztery inne osoby! Jedno zaproszenie doprowadziło do innego, to zaś do kolejnego, tak iż obecnie mam trzystu internetowych znajomych, przy czym większość z nich to ludzie, z którymi z wielką radością odnowiłam kontakt.

 

Pisząc na temat Facebooka, powołanego do istnienia przez Marka Zuckerberga1, i ogólnie serwisów społecznościowych wylano już niemało atramentu. Na półkach księgarskich jest nawet książka Facebook dla bystrzaków!

 

Nie uważam się bynajmniej za żadnego eksperta w tej dziedzinie: choć od pół roku mam na Facebooku konto, nadal nie mogę rozgryźć niektórych aspektów tego internetowego fenomenu, ale nauczyłam się też paru rzeczy, które nie pozostały bez wpływu na moje chrześcijańskie życie. Poniżej przedstawiam to, czego nauczyłam się (albo o czym mi przypomniano) na Facebooku.

 

Odnowa kontaktów, nowe znajomości

Z dwójką moich pierwszych znajomych z Facebooka przyjaźniłam się w szkolnej ławie. Przeszłam z nimi wiele doświadczeń, które mocno wpłynęły na to, jaką dorosłą osobą obecnie jestem. Nie potrafię opisać radości goszczącej stale w moim sercu z powodu odnalezienia ich; uwielbiam zapoznawać się z ich aktualizacjami statusu i oglądać ich nowe zdjęcia. W jednym przypadku nie miałam styczności z pewną osobą przez dwanaście lat, ale kiedy się odnalazłyśmy, miałam wrażenie, że nasz kontakt urwał się nie dalej jak wczoraj. Nie wiem doprawdy, jak bez Facebooka udałoby mi się odnowić dawne znajomości.

 

Ale zawarłam też nowe przyjaźnie, m.in. z żarliwą chrześcijanką z Walii. Zacieśniłam też więzi z uczestnikami ConneXions99 (młodzieżowej konferencji, która odbyła się w 1999 r. w siedzibie głównej Generalnej Konferencji Kościoła adwentystycznego), dzieląc się intymnymi, duchowymi przemyśleniami z osobami, które znałam wcześniej, oraz z innymi, z którymi łączyło mnie tylko to, że byliśmy na tym samym zjeździe. Jeśli wierzyć zamieszczonym wpisom, nasze kontakty przyniosły obopólną korzyść.

 

W Księdze Przysłów 18,24 czytamy: „Człowiek, który ma przyjaciół, ma się obchodzić po przyjacielsku, ponieważ przyjaciel bywa przychylniejszy nad brata”2. Będąc chrześcijaninami, mamy obejmować naszą przyjaźnią kolejne osoby, a moim zdaniem na takich portalach jak Facebook może się narodzić i być pielęgnowana prawdziwa przyjaźń. I tak jak w realu, może się ona również rozwijać i być podtrzymywana w wirtualu.

 

Przyjaciele a przyjaciele

Pewnego razu w porze lunchu intensywnie nad czymś pracowałam. Kiedy wreszcie skończyłam, spojrzałam na swoją sflaczałą, niedojedzoną surówkę. Aż mnie od niej odrzuciło. Westchnąwszy, weszłam na Facebooka, żeby sprawdzić, czy nie ma wiadomości od kogoś, kto pracował nad tym samym co ja. Z nudów wklepałam: „Gonię resztkami sił, a do fajrantu jeszcze trochę. Przydałaby się czekolada”. Wyszłam na chwilę z biura i po powrocie znalazłam na stoliku batona. Dzięki niech będą mojemu anonimowemu darczyńcy! To się nazywa przyjaźń!

 

A teraz żarty na bok: Dzięki Facebookowi potrafię zarówno okazywać, jak i przyjmować przyjaźń. Dowiedziawszy się na nim o operacji pewnej osoby, w czasie jej rehabilitacji mogłam się zająć jej paroma sprawami osobistymi. A kiedy niedawno przechodziłam kryzys, ponad piętnaście osób modliło się za mnie i zaoferowało pomoc, co nauczyło mnie pokory.

 

Nauczyłam się też, że przyjaciel przyjacielowi nierówny: w wirtualu też są ludzie, z którymi jest się na zażyłej stopie, i tacy, których zna się powierzchownie. Jednym z niebezpieczeństw portali społecznościowych, takich jak Facebook czy MySpace, jest zbyt liczne grono „przyjaciół”. Albo „przyjaźnienie się” z ludźmi, których zna przyjaciel przyjaciela przyjaciela. Otrzymałam na Facebooku nieco zaproszeń od osób, których w ogóle nie znam albo które chcą zawrzeć ze mną znajomość z niewiadomych mi powodów. I chociaż pragnę znać coraz więcej ludzi, to zastanawia mnie, czy niektórzy użytkownicy serwisów społecznościowych po prostu nie kolekcjonują znajomych.

 

Raina Kelley w internetowym artykule Newsweeka wymienia jedno z siedmiu „kłamstw, którymi się karmimy, na temat portali społecznościowych”. Otóż jej zdaniem wmawiamy sobie, że „zawieramy znajomości tylko z tymi, których naprawdę znamy” (20 II 2009). Kelley pisze: „Przestańcie udawać, że macie zasady. Połasicie się na każdą znajomość. Włączylibyście do grona Facebookowych znajomych nawet Berniego Madoffa3, gdyby wysłał wam zaproszenie. Chcecie mieć jak najdłuższą listę znajomych. (…). Przyznajcie się, nie jesteście lepsi ode mnie – ilu ze swoich »przyjaciół« zaprosilibyście do domu?”.

 

Nacisk grupy rówieśniczej

Jeśli obskoczyliście internetowe portale społecznościowe, wiecie, że i one mają swoje ciemne strony. Wskutek, przynajmniej po części, internetowych kontaktów nastąpiło wiele tragicznych zdarzeń. Pamiętacie Megan Meier, czternastolatkę, która odebrała sobie życie, kiedy jakaś kobieta udająca nastoletniego chłopca zmieszała ją z błotem? Albo te morderstwa kilku kobiet związanych z portalem Craigslist?

 

Oprócz poważnych zagrożeń istnieje też nacisk grupy rówieśniczej. O ile ja nadal śmiało mówię wszem wobec o swoim chrześcijaństwie, o tyle wiele osób, wśród których dorastałam, ma do niego inny stosunek. Wszystkie one, mając konto na Fecebooku, korzystają z aplikacji Pass a Drink, biorą udział w nieprzyzwoitych quizach i zachęcają innych do tego samego. Wprawdzie sytuację tą trudno porównać z tą, gdy fajne dzieciaki unikają cię na szkolnym korytarzu z powodu twojej świętoszkowatości albo gdy członkowie klubu biblijnego podkpiwają sobie z ciebie z powodu krótkiej spódniczki i czerwonej szminki, ale i to zachęca cie do postawy: „Skoro wszyscy to robią, to ja też mogę”.

 

Zauważalny jest też nacisk, by mieć wielu Facebookowych znajomych, i to tak silny, że niektórzy ich sobie nawet wymyślają, pozując na bardziej znaczących.

 

Z drugiej strony im więcej przyjaciół, tym więcej możliwości do wyboru i tym mniejsze prawdopodobieństwo, że wpakujemy się w coś głupiego. Ponieważ na Facebooku jest zarejestrowanych ponad 250 mln użytkowników4, na bank można znaleźć tam uduchowionych ludzi o podobnych zainteresowaniach. Możemy na przykład zaangażować się w ratowanie wielorybów, pogadać na czacie o wegetarianizmie albo wziąć udział w akcjach kościelnych.

 

Mogę toczyć dobry bój!

Skoro już mowa o ideach: wielu moich znajomych z Facebooka za sprawą stron internetowych oraz stowarzyszeń widniejących na ich profilu, wspiera (a przynajmniej tak twierdzi) znajomych ubiegających się o urzędy w administracji publicznej, ofiary ocalałe z tragedii, badania nad rakiem, walkę z głodem na świecie itp. Zamieszczają posty na temat głębokich duchowych spraw, które ukazują cierpiący, zagubiony świat. Promują i wspierają religijne wykłady i warsztaty dla młodzieży. Dzielą się linkami z klipami na YouTube, przedstawiającymi chrześcijańskie zespoły – od gospel, poprzez muzykę współczesną, bluegrass, po chóry wykonujące tradycyjne pieśni. Rekomendują sobie książki i wymieniają się artykułami na tematy, które mogą wywrzeć ogromny wpływ na osoby myślące kategoriami dobra i zła.

 

W ten sposób w życiu ludzi dokonują się zmiany. Któregoś razu czytałam na pewnym forum posty grupy wspierającej bliskich osób, które zginęły w wypadkach motocyklowych. Pamiętam, jak jedna z młodych kobiet mówiła o swoim bracie, którego pochowano kilka lat wcześniej. Jej słowa świadczyły o przeżywanym przez nią cierpieniu. Ale forumowicze okazali jej zrozumienie i podnieśli na duchu. Podzielili się z nią swoimi historiami i pocieszyli. Tuż zanim opuściłam forum, żeby zerknąć na News Feed, zobaczyłam ostatni post autorki wątku, która napisała, że jej brat chciałby, aby o nim pamiętała, ale zarazem była szczęśliwa i żyła pełnią życia.

 

Na innym forum odkryłam, że ktoś z mojej przeszłości, czekający na przeszczep nerki, dostaje posty od znajomych, którzy zgłaszają się na ochotnika, aby sprawdzić, czy nadają się na dawcę. A zatem nawet w cyberprzestrzeni nie pozostają bez znaczenia słowa z Ewangelii wg św. Jana 15,12-13: „To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem. Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie oddaje swoje za przyjaciół swoich”5.

 

Radość i smutek, śmiech i łzy

Aby wywołać u mnie śmiech lub łzy, wystarczyły nawet niektóre aktualizacje statusów na Facebooku. Jeden z moich Facebookowych znajomych wspomniał, że zamierza doprowadzić gospodarkę do ładu, położyć kres wszystkim wojnom i nakarmić głodujących – i upora się z tym wszystkim, zanim w telewizji puszczą wieczorem jego ulubiony program. Inny znajomy zastanawiał się, co dodać do wody w proszku. Po wyczerpującym dniu takie żarciki miło odprężają.

 

Ludzie dzielili się też smutnymi wiadomościami. Jedna znajoma powiedziała o usunięciu macicy. Inna wyjawiła, że bardzo cierpi po śmierci dziecka i musi jakoś żyć z tą stratą:

 

Wczoraj w końcu udało nam się posprzątać jej pokój i zmienić jego wystrój. Bałam się to zrobić przez dwa lata. To przecież jej pokój. To nie fair, ale i życie jest nie fair, więc po upływie dłuższego czasu i wielu różnych myślach zacisnęłam zęby i zrobiłam krok do przodu... Wyciągnęłam rajstopki z wzorem w tygryski. W dniu kiedy zmarła, założyła je sobie na głowę. Przy gumce od rajstopek zostały jej włosy. Delikatnie je zwinęłam i schowałam do torebki, którą podpisałam i włożyłam do pojemnika; zachowam go do końca życia... Jest jeszcze parę rzeczy, do których brak mi sił (…) ale Bóg i tak jest taki dobry.

 

Dobro i zło, zwycięstwo i tragedia – wszystko to jest obecne również w świecie Facebooka. Kiedy mojej uwagi nie zaprzątają sprawy materialne, mogę naprawdę dzielić z innymi radość i ból. I mogę modlić się za nich wszystkich.

 

Mrowie błahostek

Podobnie jak real, Facebook roi się od bzdur. Widzieliście kiedyś Facebookowe quizy? Oto garść wybranych na chybił trafił przykładów: „Jaką jesteś rasą psa?”, „5 rzeczy, których nie znosisz robić”, „Jakim jesteś transformerem?”, „5 miejsc, w których mieszkałeś”... Lista chyba nie ma końca. Czy naprawdę muszę wiedzieć, którego członka obsady Plotkary najbardziej przypominam? A Facebookowe prezenty, gry, „zaczepki”? Albo puste gadki o News Feed? Jak napisał kiedyś pewien znajomy: „To tak jakby się było w akademickiej stołówce z każdym, kogo się spotkało w ciągu całego życia”.

 

Chociaż niemało czasu spędziłam, bawiąc się w wirtualne społeczności lub korzystając z aplikacji Send a Plant (i podobno ratując w tym samym czasie lasy deszczowe), uświadomiłam sobie, że wszystko to powinno odgrywać w prawdziwym życiu nieznaczną rolę. Jeśli te sprawy nie stoją na uboczu, tylko przeradzają się w nałóg, potrafią stać się pożeraczami niezwykle cennego czasu, pozostawiając niewiele na prawdziwe życie.

 

Niektóre wpisy są niebanalne. Weźmy na przykład łańcuszek internetowy „25 rzeczy o mnie”, który przelał się przez Facebooka na początku 2009 r. „Choć nie poparłam tego naukowymi obserwacjami, to chyba jeszcze nigdy nie widziałam, aby jakakolwiek informacja rozchodziła się w Facebooku tak szybko – powiedziała Brandee Barker, rzeczniczka prasowa Facebooka. – Co w tym naprawdę wyjątkowego? Głębia. Niektóre wpisy są poruszające i niezwykle głębokie”6.

 

A to wszystko dzięki użytkownikom. Wielu rzeczy na Facebooku należy się też wystrzegać, zwłaszcza gdy spędzamy przez to mniej czasu z Bogiem, rodziną lub członkami Kościoła. Skoro jako adwentystka wstydzę się tego, że gram w Mafia Wars, to może nie powinnam w to grać.

 

Jezus na Facebooku

Istotą Facebooka są ludzie i łączące ich więzi. Choć portal ten bywa wykorzystywany do celów towarzyskich lub biznesowych, można go używać do celów duchowych. Wielu właśnie tak czyni (rozejrzyjcie się dobrze po tym serwisie, a zobaczycie, co mam na myśli).

 

Ponieważ jestem chrześcijanką, częścią mojego życia jest mówienie innym o Jezusie. Będąc jego żywym świadkiem, nie mogę nie przekładać tego na swoją aktywność w Internecie. W sieci też jest miejsce dla Jezusa. Ale, podobnie jak w realu, nie zawsze cieszy się on tam największą popularnością. W końcu musi rywalizować z wszystkimi Facebookowymi quizami itp.

 

Jak więc go w tym wszystkim umiejscowić? Wiele osób w internetowych kontaktach z innymi czuje się wyjątkowo swobodnie. Ludzie są bardziej skłonni do wynurzeń. To niemal idealne miejsce do porozmawiania o tym, co leży na sercu, lub o zbawieniu. Może wszystko, co powinnam robić, to po prostu okazywać odwagę i zainteresowanie?

 

Historie nawrócenia

Nie podpisuję tego artykułu moim prawdziwym imieniem i nazwiskiem. Nie chodzi o to, jakobym wstydziła się tego, czym się dzielę, albo mojej strony na Facebooku. Ale oddzielam te dwie rzeczy i szczerze mówiąc, uważam, że ochrona mojej tożsamości chroni też tożsamość moich przyjaciół. Wszystkie osoby na Facebooku mają dla mnie duże znaczenie i staram się podchodzić do nich poważnie, wyrażając stosowne komentarze i naprawdę przyjaźniąc się z tymi, których sobie cenię.

 

Jeśli nie spotkaliśmy się nigdy w świecie Facebooka, cieszę się na nasze spotkanie w niebie – wtedy już nie będę posługiwać się pseudonimem! Twoje doświadczenia będą różne od moich. Może będziemy mogli porównać wyniki Facebookowych forów i quizów! Może nawet będziemy mogli opowiedzieć sobie swoje historie nawrócenia.

 

© Catherine Lester/Adventist Review
Tłum. Paweł Jarosław Kamiński

 

1. Zob. artykuł Kurta Sollera, „Facebook at Age Five”, w: Newsweek, 22.07.2009, www.newsweek.com/id/207843/page/1, omawiający pokrótce historię i możliwości Facebooka.
2. Biblia gdańska.
3. Amerykański finansista, którego skazano na 150 lat więzienia za wielomiliardowe nadużycia.
4. Artykuł pochodzi z połowy 2009; w styczniu 2011 liczba aktywnych użytkowników Facebooka wynosiła ponad 600 mln (przyp. tłum.).
5. Biblia Tysiąclecia, wyd. 4.
6. Zob. Mike Snider, „Facebook Friends Share '25 Things' With the World”, w: USA Today, www.usatoday.com/tech/news/2009-02-04-facebook-25random_N.htm.
Przewiń w górę^
Archiwum newsów

Zobacz wiadomości z:

2013 (20)
marca (1)
lutego (14)
stycznia (5)
2012 (115)
2011 (112)
2010 (102)
2009 (23)
2008 (3)
2007 (7)
Nowości video

Szkoła Sobotnia Hope Channel - Lekcja VIII

Nowości audio

JavaScript is disabled!
To display this content, you need a JavaScript capable browser.
Zapraszamy do wysłuchania audycji nt. działalności Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego w Belize i na Jamajce. (09:30) Zapraszamy do wysłuchania audycji nt. Michała Beliny-Czechowskiego, pioniera Adwentyzmu w Europie. (09.14)Zapraszamy do wysłuchania uroczystości ordynacji pastorskiej z Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego w Warszawie. (58:01)Zapraszamy do wysłuchania radiowego nabożeństwa Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego w Chełmnie. (57:47)
Zapraszamy do wysłuchania radiowego nabożeństwa Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego w Giżycku na Mazurach. (58:01)

 


Partnerzy medialni