header
 

Peruwiańska dziennikarka radiowa niesie nadzieję

Peruwiańska dziennikarka radiowa niesie nadziejęWchodząc w świat mediów, nie zapomniałam o pragnieniu służenia społeczności lokalnej. Kiedy ukończyłam szkołę, przepełniała mnie ciekawość świata oraz chęć pogłębiania wiedzy i podjęcia pracy w lokalnym radiu. Powołanie to zrodziło się z wielkiej pasji realizowania posłannictwa, które wychodzi naprzeciw ludzkim potrzebom i odmienia życie. W taki sposób się to wszystko zaczęło: Bóg podsuwał mi plany i prowadził mnie, aż w końcu zostałam zatrudniona w adwentystycznych mediach w stolicy Peru, Limie.

 

Kiedy nie byłam jeszcze adwentystką, zaczynałam jako disc jockey, puszczając m.in. muzykę romantyczną, rocka, salsę i latynoski pop. Miałam w sobie ciekawość, niezłomność i pragnienie mówienia przez radio – tyle że nie wiedziałam, jak to osiągnąć.

 

Postanowiłam wziąć udział w castingu, do którego zgłosiły się setki fanów – niektórzy z doświadczeniem, inni bez. Podczas przesłuchania zdenerwowałam się i nie wiedziałam, co powiedzieć. Szybko odpadłam, ale przynajmniej zdobyłam doświadczenie, które przydało mi się na następnym castingu.

 

Nieświadoma, że wkraczam na ścieżkę zawodowstwa, myślałam sobie: „Nauczę się i pewnego dnia zostanę radiowcem”. Poszłam więc do szkoły, gdzie uczono, jak należy mówić w radiu i telewizji. Miałam też możliwość odbywać w lokalnej rozgłośni coniedzielne praktyki – zaczynałam jako radiowa „zegarynka”.

 

W ciągu kilkuletniego stażu w radiu odbierałam telefony, byłam sprawozdawcą, kierowcą, realizatorką programów, publicystką, nagrywałam reklamy, przedstawiałam wiadomości i aktualne wydarzenia. W końcu zrobiono mnie dyrektorem działu Prasa i głównym producentem. Zyskałam reputację wiarygodnej, profesjonalnej dziennikarki. Pracowałam wówczas w świeckich, komercyjnych stacjach radiowych.

 

Jezusa spotkałam, znalazłszy się w szpitalu z powodu choroby płuc. Musiałam zostawić studia, radio i chłopaka, który nie umiał się odnaleźć w zaistniałej sytuacji. Siostry i rodzice mieszkali w innym mieście, więc zostałam sama. Najpierw wydawało mi się, że całe moje życie legło w gruzach i już nigdy nie stanę na nogi. Stąd zrodziły się moje szpitalne rozmowy z Bogiem. Powiedziałam mu: „Panie, pomóż mi, ulecz mnie. Nie chcę umierać. Chcę żyć tak długo, ile mi pozwolisz. I pragnę pełnić twoją wolę”. W końcu kuracja dobiegła końca i dostałam wypis ze szpitala. Wróciłam do życia, ale teraz doceniałam już każdą jego minutę.

 

Podjęłam studia na kierunku rachunkowość i finanse, rezygnując z radia. Znalazłam pracę w charakterze sekretarki, potem byłam księgową w aptece. Nie siedziałam już głęboko w świecie mediów, ale zawsze słuchałam radia i śledziłam innowacje pojawiające się w tej branży. Radio nadal było moim konikiem.

 

Jakiś czas później spotkałam kolegę z rozgłośni. Spytał: „Jak ci się żyje? Już dawno cię nie widziałem ani nie słyszałem w radiu”. Zaproponował mi posadę w jego stacji, a ja zgodziłam się pracować co niedzielę, żeby nie wyjść z wprawy.

 

Po pewnym czasie awansowałam na stanowisko dyrektora cotygodniowego serwisu informacyjnego i rzuciłam pracę księgowej. Przyczynianie się do rozwoju społeczności lokalnej sprawiało mi dużo radości. Nocami studiowałam. Pojawiły się inne, lepsze propozycje pracy w rozgłośniach krajowych i telewizji regionalnej. Na wszystkich etatach pracowałam jako dziennikarka niosąca nadzieję, szukająca rozwiązań problemów społecznych i promująca społeczeństwo obywatelskie, przyczyniając się do rozwoju zrównoważonego społeczności lokalnej.

 

Życie niby mi się układało, ale tak naprawdę w sercu ziała pustka. Wciąż bolał mnie rozpad mojego związku, martwiłam się o zdrowie, studia itp. Pewnego dnia odczułam potrzebę pobycia sam na sam z sobą, potrzebę ucieczki od ulicznego zgiełku, od pracy, od studiów. Pamiętam, że było wtedy niedzielne popołudnie i moje miasto Ica skąpane było w promieniach słonecznych. Pokoju duszy i inspiracji postanowiłam szukać na wydmach w ośrodku turystycznym Laguna Huacachina. Wokół jeziora spacerowało wielu ludzi, ciesząc się chwilami spędzanymi w rodzinnym gronie. Wspięłam się na najwyższe wydmy, przypominające wysokie wzgórza, tyle że usypane z drobnych ziarenek piasku. Byłam prawie sama. Usiadłszy, odsapnęłam i zapadłam w sen. Kiedy się ocknęłam, poczułam spokój, ale dla pewności rozejrzałam się, czy nie ma nikogo w pobliżu.

 

Uzmysłowiłam sobie wtedy okoliczności życiowe, w jakich się znajduję, i egzystencjalną pustkę, którą wszyscy odczuwamy, żyjąc z dala od Boga. Chociaż wiedziałam, że nikt mnie nie może słyszeć, to jednak patrząc w niebo, zdałam sobie sprawę, że wcale nie jestem sama, bo z bezkresnych przestworzy, zza chmur, spogląda na mnie i słucha mnie Bóg. Z tą pewnością w sercu zaczęłam mówić, płakać, domagając się głośno, aby mi pomógł. Wypłakawszy się, odczułam spokój i pokrzepienie, mocny Boży uścisk, jakiego nigdy wcześniej nie zaznałam.

 

Słowa płynęły ze szczerego serca: „Ojcze... wybacz mi, że zwracam się do ciebie tylko wtedy, gdy mam problemy, ale tym razem jestem zdecydowana żyć w twojej obecności już na zawsze. Boże, cała należę do ciebie. Prowadź mnie drogą, jaką uznasz za słuszną, niech się dzieje twoja wola, nie moja. Pomóż mi zacząć wszystko od nowa. Chciałabym pracować w jakimś nowym miejscu, spotkać nowych ludzi, oddychać nowym powietrzem... Dziękuję, Ojcze, że mnie słuchasz. Zostań już ze mną na zawsze”.

 

Skończywszy modlitwę, wstałam z przekonaniem, że po tej rozmowie rozpoczęłam nowe życie. Od tej pory miałam Przyjaciela, którego codziennie się radziłam, pytając o jego wolę w każdej sprawie.

 

Kiedy wyzdrowiałam i opłaciłam czesne, Bóg dał mi pracę w rozgłośni adwentystycznej i pomógł poznać Pismo Święte. Doświadczywszy tylu błogosławieństw, wiedziałam, że nie wszystko w życiu to dzieło przypadku. W końcu przyjęłam Bożą propozycję i wezwanie do służenia mu: 20 maja 2000 r. zostałam ochrzczona w rzece, która płynęła przez miasto Juliaca, leżące na peruwiańskim płaskowyżu, charakteryzującym się ujemnymi temperaturami.

 

Wciąż mam wiele marzeń i intencji modlitewnych. Marzę o tym, by nauczyć się angielskiego i głosić ewangelię innym nacjom. Modlę się o cudowne uzdrowienie mojej mamy i nawrócenie się rodziny. Mam też nadzieję, że poznam kogoś, kogo z wzajemnością pokocham. Wiem, że w swoim czasie Bóg na te modlitwy odpowie. Uwierzcie, a ujrzycie Bożą chwałę!

 

Drodzy Koledzy Radiowcy, przyjrzyjcie się swoim planom i zastanówcie, czy są one zgodne z Bożym zamiarem względem was. Żyjąc w jego obecności, wiem, że choćbyście czuli, że jesteście od niego daleko, zawsze możecie wrócić. Nic nie jest w stanie oddzielić nas od Boga.

 

Nie ustawajmy w niesieniu na falach eteru nadziei i dobrej nowiny o zbawieniu. „Nie dzięki mocy ani dzięki sile, lecz dzięki Duchowi Bożemu to się stanie”.

 

© Ruthy Chalco/Society of Adventist Communicators
Tłum. Paweł Jarosław Kamiński
Przewiń w górę^
Archiwum newsów

Zobacz wiadomości z:

2013 (20)
marca (1)
lutego (14)
stycznia (5)
2012 (115)
2011 (112)
2010 (102)
2009 (23)
2008 (3)
2007 (7)
Nowości video

Szkoła Sobotnia Hope Channel - Lekcja VIII

Nowości audio

JavaScript is disabled!
To display this content, you need a JavaScript capable browser.
Zapraszamy do wysłuchania audycji nt. działalności Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego w Belize i na Jamajce. (09:30) Zapraszamy do wysłuchania audycji nt. Michała Beliny-Czechowskiego, pioniera Adwentyzmu w Europie. (09.14)Zapraszamy do wysłuchania uroczystości ordynacji pastorskiej z Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego w Warszawie. (58:01)Zapraszamy do wysłuchania radiowego nabożeństwa Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego w Chełmnie. (57:47)
Zapraszamy do wysłuchania radiowego nabożeństwa Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego w Giżycku na Mazurach. (58:01)

 


Partnerzy medialni