header
 

Ewangelia w świecie mediów

Ewangelia w świecie mediówNiemy film Napad na ekspres z 1903 roku zaszokował oglądającą go z otwartymi buziami publiczność. W ostatnich scenach rewolwerowiec George Barnes, obróciwszy się, oddał dwa strzały prosto w kamerę i zniknął w kłębach dymu. Widzowie chowali się za siedzeniami, krzycząc z przerażenia. Nie znając fascynującego nowego środka przekazu – kina – zareagowali, jakby istotnie do nich strzelano.

 

Podobne zjawisko wystąpiło całkiem niedawno, bo w latach 80, w jednym z najdalszych zakątków kuli ziemskiej – na Papui-Nowej Gwinei, zaledwie 150 km na północ od Australii. Wolontariusz Korpusu Pokoju opisywał tamtejsze ludy jako „zawieszone pomiędzy epoką kamienia łupanego a epoką lodowcową”.

 

Członkowie jednego z plemion zebrali się w budynku misji, gdzie na zasilanym prądnicą projektorze mogli zobaczyć amerykańskie filmy. Sylwestra Stallone uznali za brutalnego boga, traktując ekranowe wyczyny aktora jako prawdę. Nie mieli pojęcia o scenariuszach, aktorach, kaskaderach, wycinaniu scen. Myśleli, że kamera zarejestrowała autentyczne wydarzenia.

 

Dla rozwiniętej kultury XXI wieku taka naiwność wydaje się osobliwie urocza. Filmowcy jednak bratają się z techniką już od 1903 roku i obecnie łącząc cyfrową technikę komputerową z wideo, mogą wyczyniać z obrazem takie cuda, że czasem aż trudno uwierzyć w to, co się widzi na ekranie.

 

Kilka lat temu Coca-Cola zrobiła reklamę telewizyjną, obok której nikt nie przeszedł obojętnie. W krótkim spocie gwiazdor pop Elton John grał na fortepianie, a obok stał sobie, dowcipkując z nim, legendarny trębacz jazzowy Louis Armstrong, nieżyjący wówczas od ponad dwudziestu lat. W kolejnej reklamie Coca-Coli wygenerowane komputerowo sceny ukazywały dawne gwiazdy filmowe – Jamesa Cagneya i Humphreya Bogarta – w otoczeniu dzisiejszych imprezowiczów.

 

Sceny te były ewidentnie przełomowymi manipulacjami cyfrowymi, użytymi dość nieszkodliwie w celu sprzedania większej ilości coli. Nawet średnio wyrobiony widz się na nich poznał. Ale od czasu tych reklam technika poszła mocno do przodu. Gdyby takich manipulacji dokonały niewłaściwe osoby, wielu z nas mogłyby ulec zwiedzeniu.

 

Nawet filmy dokumentalne, kiedyś realizowane z dziennikarską rzetelnością i obiektywizmem, dziś stały się tendencyjne i subiektywne. Choćbyśmy rękami i nogami podpisali się pod przesłaniem takich oscarowych dokumentów jak Zabawy z bronią (2002) czy Niewygodna prawda (2006), musimy przyznać, że nie grzeszą one bezstronnością, opierają się na przyjętych z góry założeniach, a oscarowe zwycięstwo zawdzięczają niekoniecznie obiektywnym kryteriom.

 

A co z osobami nawołującymi do odizolowania się od popkultury, wyznającymi monastyczne podejście do problemu? Mają banalnie prostą receptę: wyłączyć to pudło! Czy to możliwe?

 

Nawet gdybyśmy chcieli całkowicie się odseparować od popkultury, czasem wedrze się w nasze życie. Bardzo niewielu może z ręką na sercu powiedzieć, że nie wiedziało o ubiegłorocznych letnich igrzyskach olimpijskich w Londynie. Nawet jeśli ktoś postanowił, że jego noga nigdy w kinie nie postanie, w codziennych rozmowach nie ucieknie od nawiązań do filmów. Obecnie każdy świetnie rozumie aluzje do Matriksa. Kultura popularna generuje zmieniający się ciągle „matrix” samej siebie, który, czy tego chcemy czy nie, oddziałuje na nas wszystkich.

 

Media to dar Boży, ale jak w w przypadku każdego innego błogosławieństwa, można z nich zrobić niewłaściwy użytek. Trzeba z najdalej posuniętą ostrożnością strzec się wpływu mediów na nasze myślenie i postępowanie. Właśnie o to chodziło Ellen White, gdy radziła „stać wiernie na straży swego serca”*. Czy ktoś może uczciwie stwierdzić, że media nie wywierają na niego absolutnie żadnego wpływu? Na pewno nie uważamy sław pokroju Sylvestra Stallone za bogów. A może jednak?

 

Pytania takie pojawiają się w obliczu zalewających nas codziennie tysięcy medialnych komunikatów i obrazów. Na szczęście istnieje ochrona przed zwiedzeniem lub poddaniem się wpływom. Na pierwszy rzut oka niektórzy mogą zachodzić w głowę, w jaki sposób przed ulegnięciem wpływowi mediów miałaby nam pomóc Biblia, napisana tysiące lat przed wynalezieniem telewizji, radia, kina i internetu. Ale ponadczasowe zasady Słowa Bożego nigdy nie ulegają przedawnieniu.

 

Apostoł Paweł na przykład w Liście do Filipian wymienia bardzo praktyczne sposoby oceny medialnych treści: „Myślcie tylko o tym, co prawdziwe, co poczciwe, co sprawiedliwe, co czyste, co miłe, co chwalebne, co jest cnotą i godne pochwały” (4,8 Biblia warszawska).

 

Tylko nie przeoczmy istoty Pawłowego katalogu, polegającej na rozsądnym używaniu i przemyślanej analizie tego, co widzimy, co słyszymy i o czym myślimy. Nie można biernie chłonąć medialnych treści, trzeba oceniać, na ile i czy w ogóle są wartościowe. Myślący chrześcijanin nie będzie telemaniakiem.

 

Apostoł podaje w Liście do Filipian pomocny spis kryteriów oceny wpływu mediów na nasze życie. Mamy czytać, oglądać i słuchać tylko tego, co:

• prawdziwe

• poczciwe

• sprawiedliwe

• czyste

• miłe

• chwalebne

• cnotliwe

• godne pochwały

 

Mając taką listą, nie trzeba być geniuszem, aby ocenić wpływ mediów na człowieka. Ale też nie można jej trywializować. Wiele opisanych w Biblii czynów Abrahama, Jakuba, Dawida i Samsona – tak zwanych bohaterów wiary – trudno nazwać poczciwymi lub chwalebnymi. Ba, na kartach Pisma Świętego znajdujemy czasem (co niektórych wprawia w zakłopotanie) zachowania oraz cechy występne i łajdackie, jak: oszustwa, flirty, chuć, kazirodztwo, gwałty, morderstwa.

 

List apostoła, skierowany nie tylko do Filipian, ale i do nas, z pewnością miał być wytyczną pomagającą w ocenie ogólnej jakości przyswajanych informacji, którą najlepiej opisuje pierwsza cecha z Pawłowego katalogu. Liczne przekłady Pisma Świętego różnie oddają poszczególne pozycje na liście, jednak we wszystkich tłumaczeniach zaczyna się ona od prostego, a przy tym głębokiego przymiotnika: prawdziwy.

 

Biblia to prawdziwe objawienie Boga i jego charakteru. O ile dana książka, film czy utwór skutecznie przekazuje Bożą miłość do ludzkości, o tyle wyraża prawdę.

 

© Gary B. Swanson/ Adventist Review
Tłum. Paweł Jarosław Kamiński

 



* White E.G., Działalność apostołów, Chrześcijański instytut Wydawniczy „Znaki Czasu”, wyd. III, Warszawa 1991, s. 316.

 

Przewiń w górę^
Archiwum newsów

Zobacz wiadomości z:

2013 (20)
marca (1)
lutego (14)
stycznia (5)
2012 (115)
2011 (112)
2010 (102)
2009 (23)
2008 (3)
2007 (7)
Nowości video

Szkoła Sobotnia Hope Channel - Lekcja VIII

Nowości audio

JavaScript is disabled!
To display this content, you need a JavaScript capable browser.
Zapraszamy do wysłuchania audycji nt. działalności Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego w Belize i na Jamajce. (09:30) Zapraszamy do wysłuchania audycji nt. Michała Beliny-Czechowskiego, pioniera Adwentyzmu w Europie. (09.14)Zapraszamy do wysłuchania uroczystości ordynacji pastorskiej z Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego w Warszawie. (58:01)Zapraszamy do wysłuchania radiowego nabożeństwa Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego w Chełmnie. (57:47)
Zapraszamy do wysłuchania radiowego nabożeństwa Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego w Giżycku na Mazurach. (58:01)

 


Partnerzy medialni