Internet najtańszą formą ewangelizacji
Wyobraź sobie, że jesteś na spotkaniu rady zboru, podczas którego zastanawiasz się wspólnie z innymi, jak zaplanować nadchodzący tydzień modlitwy. Jak każda rada zboru, ta również składa się z różnych osób, co niekoniecznie jest mankamentem. W jednym końcu stołu siedzi brat z wielkimi pomysłami, które często dużo kosztują, obok niego specjalistka od mediów społecznościowych, dalej koordynator emeryt zawsze przypominający o planowaniu w przód.
Przewodniczący robi burzę mózgów.
– Potrzebujemy ekskluzywnego lokalu z dużym, bezpiecznym parkingiem – nie marnuje ani chwili koordynator.
– Nie mamy na to środków – wtrąca skarbnik.
– Nie możemy wykorzystać miejscowego mówcy – przekonuje brat z wielkimi pomysłami. – Musimy sprowadzić znanego, który przyciągnie tłumy.
– Ale będziemy musieli opłacić jego bilet lotniczy i tygodniowy pobyt w hotelu – ostrzega znowu skarbnik.
– Potrzebujemy marketingu pierwszej wody – dziewczyna od mediów nie może się doczekać, kiedy podzieli się swoimi pomysłami – czyli ogłoszeń w miejscowej gazecie, billboardów przy głównych drogach, plakatów. Musimy też oczywiście wykorzystać media społecznościowe, jak Twitter, Facebook i Google+.
– Potrzebujemy też dużych ekranów wideo, mocnego rzutnika i dobrego sprzętu nagłaśniającego – dodaje brat z wielkimi pomysłami.
– To będzie dużo kosztować – jęczy ciężko skarbnik.
„Jedno jest pewne – myślisz sobie – rada zboru szybko się nie skończy. I czy w ogóle uda nam się dojść do porozumienia?”.
W 2008 r. poznałem młodego informatyka z Zimbabwe. Thembinkosi Moyo pracował najpierw w adwentystycznej Unii Zimbabawe, a potem na Solusi University. Thembi uwielbia wszelkie gadżety elektroniczne i ciągle szuka nowych rodzajów oprogramowania otwartego oraz nowych sposobów wykorzystania mediów społecznościowych w ewangelizacji. Jako zapalony użytkownik Facebooka, postanowił poprowadzić tydzień modlitwy w sierpniu 2009 r. właśnie na tym portalu. Efekty tego prostego, a przy tym jakże trafnego pomysłu przeszły jego oczekiwania.
Skontaktowawszy się z dwoma pastorami, poprosił każdego z nich o przygotowanie codziennie krótkiego kazania, nie dłuższego niż jedna strona formatu listowego. Powód? Większość mieszkańców Afryki korzysta z Internetu nie na komputerach, lecz na telefonach komórkowych. Kazania musiały być krótkie, aby można je było bez trudu odczytać na ekranach komórek.
Każdego ranka i wieczora Thembi zamieszczał jedno kazanie na Facebookowym profilu grupowym. Okazało się to bardzo skutecznym sposobem docierania do członków grupy ze wszystkich stref czasowych. Na przykład ktoś mieszkający w Afryce mógł sobie przeczytać kazanie wieczorne, a następnego ranka ktoś z Ameryki Północnej mógł przeczytać to samo kazanie z komentarzem i udostępnić je innym osobom. Grupa rozrastała się w tempie wykładniczym, w miarę jak ludzie zachęcali do przyłączania się swoich znajomych z Facebooka, a ci zapraszali kolejnych znajomych. Wkrótce w internetowym tygodniu modlitwy uczestniczyło ponad tysiąc osób. Niektórzy prosili o modlitwę, inni zadawali nurtujące ich pytania. Thembi odpowiadał na nie najlepiej jak potrafił i udostępniał linki do witryn z kursami korespondencyjnej szkoły biblijnej.
Jedna z osób przebywających na emigracji w Kazachstanie napisała na Facebooku: „Mieszkam tu od trzech i pół roku. Ten tydzień modlitwy jest największym błogosławieństwem, jakie mnie w tym całym okresie spotkało! Chwała niech będzie Bogu. Módlcie się za mnie, gdy będę próbował dzielić się tym przesłaniem z milionami muzułmanów w tym kraju”.
Junior Moyo Mpariwa napisał z kolei: „Chcę, żeby ten tydzień był początkiem cudów w moim życiu. Módlcie się stale za mnie, nie chcę być znowu grzesznikiem, chcę mieć taką miłość, jaką ma do nas Jezus”. „Droga Lindie – napisał – kazania naprawdę uwznioślają moje życie duchowe i są błogosławieństwem w moim życiu”.
Arthur Mathshameko podzielił się następującymi myślami: „Nie wiem, skąd jesteście, ale nie przestawajcie wysyłać tych wspaniałych biblijnych rzeczy. Wasze nauki sprawiają, że wiele się zastanawiam nad swoim życiem i zdaję sobie sprawę, że często nie doceniamy, kim tak naprawdę jest dla nas Bóg. Bardzo Wam dziękuję”.
Po tygodniu modlitwy grupa nie zawiesiła działalności i obecnie nadal liczy przeszło tysiąc członków, którzy regularnie się ze sobą komunikują, modlą o siebie nawzajem i pokrzepiają jedni drugich w trudnych chwilach, a także dzielą myślami i doświadczeniami.
Co było w tym wszystkim najlepsze? To, że nie trzeba było wynajmować lokalu, załatwiać sprzętu audio-wideo ani ponosić kosztów związanych z ogłoszeniami czy marketingiem. Mówcy nie musieli zostawiać rodzin i mieszkać przez tydzień w hotelu w innym mieście. Uczestnicy nie musieli się nigdzie przemieszczać i mogli się włączać do akcji w dogodnej dla siebie chwili. Internetowy tydzień modlitwy nie kosztował absolutnie nic poza czasem – czasem poświęconym przez młodego człowieka z Zimbabwe, któremu zależało na swoich znajomych z Facebooka. Kolejna korzyść to brak sporów w radzie zboru. I wreszcie, uśmiechnięty od ucha do ucha skarbnik.










